Staram się trzymać z daleka od filozoficznego bełkotu w stylu Coelho i literackich objawień pokroju Masłowskiej. Za książki z półek „Ino chyżo!” i "Ściana płaczu" daję rower i dwa worki pszenicy.
Większości informacji zawartych w książce można dowiedzieć się czytając pierwszy lepszy artykuł dot. mowy ciała. Przykłady potraktowane są pobieżnie, co kilka stron znajduje się marnej jakości zdjęcie. Słowolejstwo i bida z nędzą.
Niemożebnie słaby styl, zero polotu i jakiegokolwiek sensu. Panowie najwyraźniej próbowali wstrzelić się w tematy modne (konkursy piękności dla gówniarzy) i zawsze aktualne (brak inspiracji, kryzys artystyczny). Szkoda tylko, że ani to ciekawe, ani tym bardziej śmieszne czy zajmujące. Lepsze teksty zdarza się tworzyć na kolanie przed lekcją polskiego.
W żaden sposób nie przemawia do mnie fakt, że autor z uporem maniaka próbuje umoralniać mnie w co trzecim zdaniu. Fenomen Coelho pozostaje dla mnie nieodgadniony.
Przeczytana za trzecim podejściem, co uważam za swój duży sukces. Zapiski buca wpadającego co chwilę w samozachwyt i snującego rozważania nad własnymi odchodami wywołują u mnie jedynie niesmak.
Bardzo trafiona pozycja dla osób, które rozpoczynają swoją przygodę z kognitywistyką, lub też dla tych, którzy nie czują się w zagadnieniach dotyczących umysłu zbyt pewnie. Napisana bardzo prostym językiem, nie sprawia żadnych trudności w odbiorze. Całość książki składa się z jasno sprecyzowanych, powiązanych ze sobą pytań. Autor bardzo zgrabnie przeciwstawia je ze sobą, jednocześnie nie obarczając czytelnika zbędnymi terminami naukowymi. Skutkuje to możliwością spokojnego zagłębienia się w kolejne problemy i zagadki umysłu, nie tracąc przy tym czasu na wertowanie słownika.